|
Niezwykła terapia.
Jay Haley
Techniki terapeutyczne Miltona H. Ericksona.
Strategiczna terapia krótkoterminowa.
GWP Gdańsk 1999
Wstęp.
Książka ta powstała jako wynik niecodziennej formy współpracy. Moim wkładem było jej napisanie i opracowanie teorii o naturze ludzkich dylematów, wkład Miltona H. Ericksona to jego wpływ na tę teorię oraz bogactwo stosowanych przez niego technik terapeutycznych, które tu opisuję. Choć większość tekstu pochodzi ode mnie, historie przypadków zaczerpnięte zostały z prac doktora Ericksona i z rozmów z nim, zarejestrowanych na taśmie magnetofonowej. Niniejsza praca jest w zasadzie dziełem wspólnym, jako że powstała w efekcie spotkań, jakie odbywałem z doktorem Ericksonem na przestrzeni ostatnich siedemnastu lat.
Niezwykła okazja przytrafiła mi się w styczniu 1953 roku w czasie, gdy byłem zatrudniony przez Gregory'ego Batesona podczas badań nad porozumiewaniem się. W pracach tych uczestniczył też John Weakland. Bateson dał nam całkowitą swobodę wyboru przedmiotu naszych badań, jeśli tylko w jakiś sposób dotykał zagadnienia paradoksów charakterystycznych dla procesu komunikowania się. Tego roku spotkaliśmy Miltona H. Ericksona, który zaproponował nam udział w jednym ze swych weekendowych seminariów poświęconych hipnozie. Bardzo chciałem w nim uczestniczyć i Bateson to zorganizował. znał doktora Ericksona z czasów, gdy wraz z Margaret Mead konsultowali się z nim w sprawie filmów o transie, które kręcili na Bali.
Po tym seminarium do moich badań włączyłem aspekty porozumiewania się w relacjach hipnotycznych. John Weakland towarzyszył mi w tych wysiłkach i wraz z nim odbywałem regularne wizyty w Phoenix, gdzie doktor Erickson przyjmował pacjentów. Spędziliśmy wiele godzin na rozmowach o naturze hipnozy i na obserwowaniu, jak pracuje z podmiotami hipnotycznymi, czyli osobami poddawanymi hipnozie. Prowadząc rozwiniętą praktykę prywatną, kilka razy w miesiącu uczył i udzielał konsultacji w różnych miejscach kraju. Pomimo dwóch ataków polio, które sprawiły, że musiał chodzić o lasce, był pełen wigoru. Przyjmował w domu, w małym pokoju tuż za jadalnią, a pokój dzienny służył za poczekalnię. W latach pięćdziesiątych kilkoro z młodszych spośród ośmiorga dzieci doktora było wciąż w domu, tak że osoby, które leczył, mieszały się z jego rodziną. Milton H. Erickson mieszkał w skromnym ceglanym budynku na cichej uliczce i często zastanawiałem się, co musieli sobie myśleć pacjenci, którzy przyjeżdżali z różnych części kraju i po sł
ynnym psychiatrze spodziewali się na pewno bardziej wystawnego domu.
Po studiach nad metodami hipnotycznymi doktora Ericksona nasze zainteresowania skupiły się na jego stylu terapii. W połowie lat pięćdziesiątych rozpocząłem prywatną praktykę terapeutyczną, specjalizując się w leczeniu krótkoterminowym. Moim zadaniem było pomóc pacjentowi w rozwiązaniu jego problemu tak szybko, jak to tylko możliwe, zazwyczaj przy użyciu hipnozy. Poszukiwałem konsultanta specjalizującego się w takich metodach, ale wtedy- w czasach dh1goterminowej, dogłębnej terapii -nie było to łatwe. Don D. Jackson, który kierował prowadzoną przez nas w ramach pracy badawczej terapią ze schizofrenikami, bywał czasem pomocny, lecz jego do- Świadczenie w interwencjach terapeutycznych było zbyt ograniczone. Wreszcie doszedłem do wniosku, że jedyną znaną mi osobą, mającą praktykę w interesującej mnie dziedzinie, jest doktor Erickson. Wiedziałem z naszych wcześniejszych spotkań, że ma on wyjątkowe podejście do terapii, która często -choć nie zawsze -wiąże się u niego z hipnozą. Zacząłem go odwiedzać i omawiać z ni
m problemy dotyczące przypadków, z którymi miałem do czynienia. Wkrótce stało się dla mnie oczywiste, że miał on oryginalny styl pracy z pacjentami, nie znany dotychczas w literaturze fachowej. Podjąłem więc próbę opisania tego stylu w artykule poświęconym terapii krótkoterminowej, który został później włączony do książki Strategies ot Psychoterapy. W miarę upływu lat coraz bardziej pociągała mnie idea pełniejszego przedstawienia terapeutycznych metod Miltona H. Ericksona w formie książkowej. Wahałem się jednak zarówno z powodu ogromnego nakładu pracy, jakiej wymagało to przedsięwzięcie, jak i braku odpowiednich ram teoretycznych, które porządkowałyby myślenie o tych metodach i sposób ich prezentowania. Nasze prace badawcze dotyczyły w owym okresie różnorodności form terapii i polegały między innymi na nagrywaniu na taśmach magnetofonowej i filmowej pracy wielu terapeutów. Metoda doktora Ericksona pozostawała jednak poza wszelkimi nurtami jako unikalna szkoła i dotychczasowe założenia psychiatrii i psycholog
ii nie były wystarczające, aby móc ją opisać.
W tym czasie na polu terapii dokonywała się rewolucja, polegająca na wprowadzeniu idei orientacji rodzinnej. To, co do tej pory nazywane było symptomami czy problemami indywidualnymi, zaczęło być definiowane jako efekty relacji jednostki z otoczeniem. Kiedy w ramach naszych badań poznawaliśmy tworzący się nurt terapii rodzinnej i kiedy zacząłem zajmować się małżeństwami i całymi rodzinami, zrozumiałem, że podejście doktora Ericksona do leczenia jest wyjątkow odkrywcze. Uznałem, że można umiejscowić jego terapię w ramach teorii rodziny. Orientacja rodzinna doktora widoczna była w jego pracy, a rozmowy z nim i analiza przypadków, którymi się zajmował, pomogły mi zyskać nowe spojrzenie na rodzinę jako na centrum ludzkich dylematów. Kiedy uznałem, że w czasie rozwoju rodziny problemy są nieuniknione, zrozumiałem, że terapia doktora Ericksona była w dużej mierze oparta na tym założeniu. Znalazłem więc teoretyczne ramy dla opisania jego metody.
Czytelnik, który chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o doktorze Ericksonie, powinien przeczytać książkę Advanced Techniques ot Hypnosis and Therapy ., gdzie znajdzie wstęp zawierający jego biografię oraz doda- tek, w którym w sposób ogólny omówiono jego pracę. Dla tych, którzy pragnęliby pogłębić swoją wiedzę, w książce tej zamieszczono pełną bibliografię dzieł Doktora.
W tym miejscu warto przytoczyć kilka faktów z zawodowej kariery doktora Ericksona. Ukończył Uniwersytet w Wisconsin, a stopień lekarza medycyny uzyskał w Głównym Szpitalu Stanu Kolorado, w tym też czasie zdobywając tytuł magistra psychologii. Po ukończeniu specjalistycznego szkolenia w Szpitalu Psychiatrycznym Stanu Kolorado został młodszym psychiatrą w Szpitalu Stanu Rhode Island. W 1930 roku zaczął pracować w Szpitalu Stanu Massachusetts w Worcester jako główny psychiatra ośrodka badawczego. Cztery lata później przeniósł się do Eloise w stanie Michigan, gdzie został dyrektorem badań psychiatrycznych i szkolenia w Głównym Szpitalu Ośrodka Wayne. Był także profesorem psychiatrii w Stanowej Wyższej Szkole Medycznej w Wayne i profesorem w szkole podyplomowej. Przez pewien czas wykładał jednocześnie jako profesor psycholo- gii klinicznej na Uniwersytecie Stanu Michigan w East Lansing. W 1948 roku osiedlił się w Phoenix, w Arizonie, głównie z powodów zdrowotnych, i rozpoczął praktykę prywatną. Jest członkiem Amer
ykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Będąc honorowym członkiem wielu towarzystw hipnozy medycznej w Eu- ropie, Ameryce Łacińskiej i Azji, piastował też funkcję prezesa Amerykańskiego Towarzystwa Hipnozy Klinicznej, którego był założycielem. Był też wydawcą profesjonalnego pisma tego towarzystwa. Na życie zawodowe doktora Ericksona od 1950 roku składa się prywatna praktyka w Phoenix oraz ciągłe podróże, związane z prowadzeniem seminariów i wykładów w całych Stanach Zjednoczonych i za granicą.
Pomimo współpracy w tworzeniu idei prezentowanych w tej książce, poglądy w niej przedstawiane nie zawsze są zgodne z poglądami doktora Ericksona. Jest to raczej mój własny sposób ukazania jego podejścia do terapii. Doktor przeczytał i zaaprobował rękopis, jednak własny punkt widzenia na swą terapię zawarł w tych pracach, które sam napisał. Przedstawione w tekście historie przypadków -z których wiele pochodzi z artykułów doktora Ericksona -są opisane jego własnymi słowami; zredagowałem je jednak, by podkreślić kwestie, które uważałem za istotne. Zaadaptowałem przypadki z jego praktyki i osadziłem je w teoretycznych ramach, które wydawały mi się -a mam nadzieję, że i jemu -odpowiednie. Ta praca to tylko częściowy obraz terapii genialnego psychiatry. On sam napisał ponad sto naukowych artykułów, a ja nagrałem na taśmie ponad sto godzin na- szych wspólnych rozmów. Ten wybór jest tylko cząstką ogromnej liczby danych o pracy Doktora. Milton H. Erickson stosuje wiele technik hipnotycznych, które nie były tu w pełni
zaprezentowane, oraz różnorodne, nigdy nie zbadane do końca metody podchodzenia do problemów jednostek i rodzin.
Moja książka nie zawiera też uwag krytycznych na temat doktora Ericksona i jego pracy .Nie podkreślałem kwestii, w których się z nim nie zgadzałem, eksponowałem natomiast tak wyraźnie, jak tylko potrafiłem, jego poglądy na terapię. Tam, gdzie przyznawałem rację Doktorowi, umieszczałem przypadki z mojej własnej praktyki, w których stosowałem jego metody, a tam, gdzie nasze zapatrywania różniły się od siebie, ograniczałem się wyłącznie do prezentowania jego idei.
Niektórzy czytelnicy mogą być zirytowani ciągłym podkreślaniem w tej pracy skuteczności leczenia, jakie stosował Milton H. Erickson. Nie twierdzę, że nie spotykały go niepowodzenia lub że jego metody nie miały swych ograniczeń. Ale jest to książka o skutecznych sposobach rozwiązywania ludzkich problemów i dlatego zostały w niej przedstawione przypadki, w których terapia uwieńczona została sukcesem. Nader często bowiem autorzy prac naukowych, poświęconych metodom psychoterapii, z entuzjazmem opisywali piękno teorii, pomijając zawodność podejmowanych działań.
Dziś, w naszym stechnicyzowanym świecie, jeśli ktoś chce oddać skomplikowane zależności zachodzące w procesie terapeutycznym, powinien przedstawić film lub choćby nagrane na taśmie magnetofonowej rozmowy terapeuty z pacjentami. Ta książka jest bardziej tradycyjna. Ponieważ składające się na nią opisy przypadków oparte są w dużej mierze na wypowiedziach terapeuty o tym, jak pracuje, może być uznana za subiektywną interpretację procesów zachodzących w trakcie terapii. Oczywiście, kiedy terapeuta sam opisuje stosowane przez siebie metody, wzrasta nie- bezpieczeństwo stronniczości, jednak uważam, że niezależnie od tego, jak wiele urządzeń może być wykorzystanych do zaprezentowania przebiegu terapii, zawsze powinno znaleźć się miejsce na słowa terapeuty, poświęcone własnej pracy .Aby oddać specyfikę działania poszczególnych praktyków, nagrywałem ich spotkania z pacjentami na taśmie magnetofonowej, używałem kamery wideo bądź kamery filmowej, prosiłem ich o skomentowanie tych zapisów oraz prowadziłem z nimi dyskusje
teoretyczne. Jednak opis przypadku, w którym terapeuta wyjaśnia, jak widział problem i co zrobił, by go rozwiązać, nadal nie traci na znaczeniu.
Moja praca przedstawia tylko niektóre z wielu technik rozwiązywania ludzkich problemów. Omawiając pokrótce poszczególne przypadki, sta- ram się wydobyć najistotniejsze kwestie, jednak każdy z nich mógłby być tematem odrębnej książki. Z powodu znacznego uproszczenia złożonego
oddziaływania terapeutycznego, praca ta staje się nieomal zbiorem anegdotycznych relacji z terapii. Mam wszakże nadzieję, że udało mi się zaprezentować decydujące momenty procesu leczenia. Doktor Erickson zazwyczaj bardzo klarownie opisuje swoje podejście do problemu, czasem- ponieważ jest to zgodne z jego widzeniem świata -dodaje do tych relacji szczyptę dramatyzmu. Lubi też przedstawiać problem jako niemożliwy do rozwiązania i potem z satysfakcją objaśniać, jak sobie z nim poradził. To, co robi Milton H. Erickson w trakcie terapii, wydaje się tak sensowne, że ma się ochotę powiedzieć, iż jeśli on nie dokonałby tych interwencji terapeutycznych, ktoś inny musiałby to zrobić. Przez wiele lat, podobnie jak moi koledzy, stosowałem metody Doktora i były one efektywne. Możliwe jest bowiem zaadaptowanie ich do własnego stylu pracy .Doktor Erickson zazwyczaj bardzo mocno angażuje się w relację z pacjentem, który skupiając pełną uwagę terapeuty, dostaje się pod wpływ jego osobowości. Uważam jednak, że inni terapeuci,
nawet jeśli nie wchodzą w tak bliski związek z osobą, z którą pracują, mogą wykorzystywać wiele technik doktora Ericksona.
Do powstania tej książki przyczyniło się tak wiele osób, że podzięko- wanie im wszystkim byłoby nad wyraz trudne. Idee dotyczące rodzin dojrzewały wśród wielu moich przyjaciół i kolegów po fachu. Idee dotyczące terapii pochodzą od licznych psychologów i psychiatrów, którzy zajmowali się tą dziedziną na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Szczególne po- dziękowania należą się oczywiście doktorowi Ericksonowi za zgodę na za- prezentowanie jego pracy i za to, że chętnie i cierpliwie poświęcał czas, dzieląc się z Johnem Weaklandem i ze mną swymi poglądami, gdy zdobywaliśmy wiedzę na temat jego terapii. Wiele pomysłów zawdzięczam właśnie Weaklandowi, z którym przez lata dzieliłem wspólne zainteresowania zarówno hipnozą, jak i terapią. Do powstania tej pracy przyczynił się też Gregory Bateson, nie tylko rozmawiając ze mną o swych przemyśleniach, ale i włączając moje badania w swe szeroko zakrojone studium poświęcone porozumiewaniu się. W końcowej fazie powstawania rękopisu niezwykle pomocne były rozmowy, jakie pr
owadziłem z Brauliem Montalvo.
Rozdział I
Terapia strategiczna
Terapię możemy nazwać strategiczną wtedy, gdy terapeuta inicjuje to, co dzieje się w jej trakcie i szczegółowo planuje podejście do każdego problemu. Oczywiście, kiedy terapeuta i osoba, która ma kłopoty, spotykają się, oboje mają wpływ na podejmowane działania, jednak w terapii strategicznej terapeuta przejmuje inicjatywę. Musi on rozpoznać, które z problemów dadzą się rozwiązać, musi określić cele, zaplanować prowadzące do ich osiągnięcia interwencje, przeanalizować reakcje pacjenta, odpowiednio skorygować swe działania i wreszcie zbadać, czy terapia była skuteczna. Terapeuta musi być wyjątkowo wrażliwy, powinien rozumieć pacjenta i jego środowisko, ale o tym, jak przystępuje do rozwiązania problemu, powinien decydować sam.
W pierwszej połowie naszego stulecia nauczano psychologów, by unikali planowania i inicjowania przebiegu terapii, czekając, aż pacjent coś powie lub zrobi. Dopiero wtedy terapeuta mógł podjąć działanie. Pod wpływem psychoanalizy, terapii rogeriańskiej i terapii psychodynamicznej rozwinął się pogląd, że o przebiegu sesji terapeutycznej powinna decydować osoba, która nie wie, co robić i szuka pomocy. Terapeuta miał biernie czekać, a jedynym jego zadaniem było interpretowanie słów i zachowań pacjenta. Niezależnie od tego, z jak różnymi ludźmi i kłopotami się spotykał, mógł zaoferować tylko jedną metodę pracy. Koncentrowanie się na problemach, ustalanie celów, rozmyślna ingerencja w czyjeś życie i badanie efektów takiej terapii uważane było za "manipulację". To pasywne podejście sprawiło, że wiele strategii terapeutycznych, które rozwijały się z powodzeniem do początków naszego stulecia, zostało dla terapii straconych.
Terapia strategiczna nie jest szczególnym podejściem do rozwiązywania ludzkich problemów ani jakąś wyjątkową teorią, ale taką terapią, w której terapeuta bierze odpowiedzialność za bezpośrednie oddziaływanie na ludzi. W połowie naszego wieku zaczęły pojawiać się różnorodne strategiczne metody terapeutyczne. U podstaw wielu nowych odmian terapii rodzinnej oraz terapii opartej na warunkowaniu legło założenie, że prowadzący powinien planować, co należy robić. Przez jakiś czas dyskutowano, czy podejmowanie przez terapeutę działań, które mają prowadzić do zmiany jest właściwe. Teraz wydaje się oczywiste, że efektywna terapia wymaga takiego podejścia do zagadnienia.
Chociaż generalnie w terapii trwały ciągłe zmiany orientacji -z aktywnej na pasywną i odwrotnie -terapeuci stosujący hipnozę nigdy nie zrywali związku z tradycją. W naturze hipnozy leży bowiem inicjowanie biegu wydarzeń. Wpływ tej sztuki na różne formy terapii nigdy nie był w pełni doceniony. Można oczywiście dyskutować, czy faktycznie większość metod terapeutycznych ma w niej swe źródła, ale nie da się zaprzeczyć, że podstawowe założenia różnorodnych terapii opartych na warunkowaniu, wywodzących się od Thorndike'a aż po Skinnera" pochodzą od Pawłowa, który zgłębiał teorie hipnotyczne. Terapia behawioralna w formie hamowania wzajemnego (reciprocal inhibition) stworzona została przez Josepha Wolpe'a i opiera się w dużej mierze na jego doświadczeniach jako hipnoterapeuty. Psychoterapia dynamiczna, zwłaszcza w formie psychoanalitycznej, rozwijała się pod koniec ubiegłego stulecia, w okresie rozkwitu eksperymentów hipnotycznych. Metoda Freuda także miała swe korzenie w hipnozie, chociaż od bezpośredniego indukowa
nia transu przeszedł on do mniej bezpośrednich technik. Uważam, że tylko niektóre rodzaje terapii rodzinnej opierają się wpływowi hipnozy .Nie myślę tu o terapeutach, usiłujących zmienić poszczególne osoby w rodzinie -ci wiele pomysłów wy- wiedli z hipnozy -ale raczej o tych, którzy koncentrują się w większym stopniu na sekwencji zachowań poszczególnych członków rodziny wobec siebie nawzajem. Wyjątkiem w tej ostatniej grupie jest Milton H. Erickson, gdyż zmienia on relacje międzyludzkie za pomocą metod wywodzących się bezpośrednio z orientacji hipnotycznej .
Erickson może być uważany za mistrza strategicznego podejścia do terapii. Od wielu lat jest najbardziej znanym na świecie lekarzem stosującym hipnozę, który poświęca swe życie pracy eksperymentalnej i różnorodnemu wykorzystywaniu hipnozy w terapii. Mniej znane jest natomiast jego strategiczne podejście do terapii jednostek, par małżeńskich i rodzin, bez formalnego użycia hipnozy. Doktor Erickson od lat prowadzi szeroką praktykę prywatną, zajmując się wszelkimi rodzajami problemów psychologicznych dotyczących rodzin na każdym etapie ich rozwoju. Nawet jeśli nie indukuje transu, jego styl pracy jest tak głęboko zakorzeniony w orientacji hipnotycznej, że cokolwiek czyni, wydaje się mieć to swe źródła w tej sztuce. Wniósł do hipnozy niezwykle szeroki wachlarz technik, ale też wprowadził idee, które przekształciły tę sztukę z rytuału w szczególną formę komunikacji.
Na terapię strategiczną Miltona H. Ericksona patrzeć można jako na logiczne rozszerzenie techniki hipnotycznej. Z praktyki hipnotycznej pochodzi jego umiejętność obserwowania ludzi i złożonych sposobów porozumiewania się, umiejętność motywowania pacjentów do stosowania wskazówek
terapeuty oraz wprawa w wykorzystywaniu słów, intonacji, ruchów ciała do wywierania wpływu na innych ludzi. Także z hipnozy wywodzi się pogląd, że człowiek jest podatny na zmiany; w tej sztuce ma też swe źródła dostrzeganie względności przestrzeni i czasu oraz wyjątkowe zapatrywania na to, jak ukierunkować drugą osobę, by stała się bardziej autonomiczna. Hipnoterapeuta może myśleć o przekształceniu poważnego symptomu w symptom łagodniejszy czy charakteryzujący się krótszym czasem trwania, ale może też myśleć o przekształceniu problemu interpersonalnego w atut. Osoba przeszkolona w dziedzinie hipnozy potrafi łatwiej niż inni terapeuci zrozumieć fakt, że subiektywne uczucia i odbiór sytuacji zmienia się wraz ze zmianą, jaka zachodzi w związku międzyludzkim. Strategiczne myślenie jest istotą właściwie pojętego podejścia hipnotycznego, a Erickson wy- ciągnął z tego jak najdalej idące wnioski. Jest on nie tylko hipnotyzerem eksperymentatorem, ale także terapeutą eksperymentatorem, który wywodzące się z hipnozy ide
e wprowadza do terapii tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał. Raz dostrzeżone, mogą jednak poszerzyć horyzonty i podnieść umiejętności każdego terapeuty.
Większość ludzi -łącznie z wieloma mającymi kliniczną praktykę profesjonalistami -myśli o hipnozie jako o czymś niezwykłym. W popularnym wyobrażeniu jest to praktyka polegająca na tym, że hipnoterapeuta mówi: "Rozluźnij się", a gdy podmiot zapada w "sen", przekazuje mu sugestie. Ktoś naiwny może sądzić, że jeśli ten rytuał nie jest dopełniony, nie może być mowy o hipnozie. Mając przekonanie, że hipnoza jest nierozerwalnie związana ze snem, trudno dostrzec jej związek z taką terapią, w której nie padają owe kluczowe słowa i w której terapeuta rozmawia na przykład z całą rodziną.
Używane tutaj słowo "hipnoza" nie odnosi się do pewnego rytuału, ale do szczególnej formy komunikowania się. Milton Erickson zbadał szereg różnorodnych sposobów indukowania transu hipnotycznego. Analizując jego pracę, jak również pracę innych hipnoterapeutów, trudno stwierdzić jednoznacznie, co jest relacją hipnotyczną, a co nią nie jest. Erickson może uciekać się do tradycyjnej formy indukowania transu, ale może też, nie wymieniając nawet słowa "hipnoza", po prostu prowadzić konwersację. Po- trafi zahipnotyzować jedną osobę, rozmawiając z inną; poprzez akcentowa- nie pewnych słów jest w stanie wprowadzić w trans określonego słuchacza swego wykładu. Zdarza się też, że pracuje z pacjentem, który dopiero później -jeśli w ogóle -zdaje sobie sprawę, że był zahipnotyzowany. Na podstawie tego typu doświadczeń Erickson zmienił znaczenie określenia "stan hipnotyczny" i nie dotyczy ono już stanu jednej tylko osoby, ale szczególnego typu interakcji pomiędzy dwojgiem ludzi. Gdy zrozumie się ten punkt widzenia, możliwe j
est myślenie o hipnozie w szerszym znaczeniu i dostrzeżenie jej w różnorodnych sytuacjach, zwłaszcza w terapii moc- no angażującej jej uczestników.
Uprzedzenia psychologa wobec hipnozy mogą przeszkodzić mu we właściwym pojmowaniu korzystania z umiejętności hipnotycznych. Należy pamiętać, że poglądy na hipnozę zmieniają się wraz z ideologicznym klimatem czasów. Kiedy o terapii myślano jako o doświadczeniu religijnym, hipnoza była mistycznym rytuałem. Gdy rozwinęła się teoria psychodynamiczna, hipnoza zaczęła być uważana za zjawisko przeniesienia. (Była też, a wynikało to z polityki terapii, odrzucana przez psychoanalityków jako płytka technika pomocnicza bądź była przekształcana w dziwną mutację hipnoanalizę.) Obecnie jesteśmy w okresie intensywnych badań naukowych nad hipnozą. Prowadzone są szeroko zakrojone studia, mające udowodnić, że zjawisko to nie istnieje, lub raczej, że nie można osiągnąć więcej w stanie transu niż w stanie pełnej świadomości. W epoce scjentyzmu hipnoza zaczyna być odrzucana jako nienaukowa. Analizy tego typu są jednak zupełnie bezużyteczne dla praktyków, ponieważ hipnoza w badaniach i hipnoza w terapii to dwa różne rodzaje zjawis
k. Zawsze będzie ona stosowana jako sposób kreowania relacji z ludźmi, którzy mają problemy, nawet jeśli analizy laboratoryjne dowiodą, że nie ma czegoś takiego jak "hipnoza". Skoro mogła przetrwać okres religijny, przetrwa też okres naukowy. Jeśli nastąpi dalszy rozwój terapii opartych na warunkowaniu i staną się one bardziej popularne, następnym krokiem będzie prawdopodobnie nazwanie hipnozy zjawiskiem warunkowanym. Będzie się wówczas nauczać teorii, w ramach której zostanie niewątpliwie wyjaśniony trans.
W tej pracy hipnoza uważana będzie raczej za szczególnego rodzaju interakcję pomiędzy ludźmi niż za doświadczenie religijne, sytuację prze- niesienia czy też proces warunkowany. Z tego punktu widzenia hipnoza jest procesem zachodzącym pomiędzy ludźmi, sposobem, w jaki jedna z osób komunikuje się z inną. Podejście Ericksona umożliwia spojrzenie na tę tajemnicę jako na zjawisko interpersonalne.
Znaczenie hipnozy dla terapii może być zilustrowane najlepiej po- przez uogólnienie tego, co kryje się za określonymi strategiami zarówno hipnoterapeuty, jak i terapeuty innego typu. Kiedy hipnoza używana jest efektywnie, podejście nazwać można strategicznym, a metody podobne są do tych, jakie stosowane są w wielu różnych rodzajach terapii. Podobieństwa pomiędzy hipnozą a terapią mogą być rozpatrywane w kategorii celów, sposobu postępowania i określonych technik pokonywania oporu.
Ujmując rzecz w kategoriach ogólnych, celem hipnoterapeuty jest zmiana zachowania, reakcji czuciowych i świadomości drugiego człowieka. Oczywiście są to także cele terapii. Zarówno hipnoterapeuta, jak i terapeuta poprzez swój związek z pacjentem próbują rozszerzyć wachlarz jego możliwości.
Analizując różnorodne procedury hipnotyczne, a także liczne metody indukcji stosowane przez doktora Ericksona, można zauważyć, iż mimo pewnych różnic, opierają się one na wspólnej idei, podobna jest też sekwencja podejmowanych działań. Hipnoterapeuta kieruje drugą osobą, chcąc by spontanicznie zmieniła ona swe zachowanie. Ponieważ jednak jej reakcja nie może być spontaniczna, gdy stosuje się do poleceń, metoda hipnotyczna stwarza paradoks. Przekazywany przez hipnoterapeutę komunikat ma dwa poziomy: "Rób to, co ci mówię" i jednocześnie, w ramach zakreślonych przez ten pierwszy poziom: "Nie rób tego, co ci mówię, zachowuj się spontanicznie". Sposobem, w jaki podmiot radzi sobie z tak sprzecznymi wskazówkami, jest poddanie się zmianom i zachowywanie się w sposób opisywany jako zachowanie transowe. Kolejne kroki tej opierającej się na paradoksie metody działania to dwa rodzaje wskazówek: (a) hipnoterapeuta prosi podmiot o zrobienie czegoś, co może on zrobić z własnej woli, na przykład patrzeć w jakiś punkt, skonc
entrować się na ręce, usiąść w określonej pozycji, wyobrazić sobie coś itd.; (b) następnie skłania go do mimowolnego czy spontaniczne- go zachowania -prosi, by poruszyła się ręka podmiotu, bez jego Świadomego w tym udziału, prosi o rozluźnienie mięśni, o odczucie ciężkości powiek, o zobaczenie czegoś, czego nie ma w pomieszczeniu, uruchomienie czy zatrzymanie określonych procesów fizjologicznych lub o inne reakcje, które wykraczają poza zakres świadomej kontroli. Tę samą metodę stosuje się czasem bez uciekania się do hipnotycznego rytuału. Można poprosić kogoś, by wygodnie usiadł, a zaraz potem, by o czymś pomyślał, doznał nowego uczucia, pomyślał o czymś innym lub odpowiedział określoną reakcją, niezależną od jego woli. Kiedy lekarz mówi do pacjenta: "Proszę brać te tabletki trzy razy dziennie, a poczuje się pan lepiej", także prosi najpierw o coś, co może być zrobione dobrowolnie, a potem o mimowolną zmianę. Hipnoterapeuta oczekuje nie tylko świadomych re- akcji, gdyż nie chce, by osoba hipnotyzowana, jak r
obot, wykonywała wszystkie polecenia. Zależy mu na tym, by stosowała się do sugestii, ale także uczestniczyła w terapii, reagując autonomicznie.
Te dwa etapy zauważyć możemy także w procedurach innych form terapii.
Terapeuta sugeruje pacjentowi działanie, które może on podjąć z wyboru, a potem prosi o dokonanie lub komunikuje potrzebę, spontanicznej zmiany. Różne szkoły podkreślają jeden lub drugi aspekt tego procesu -niektóre minimalizują sterowanie pacjentem i kładą nacisk na spontaniczność, inne za najważniejsze uważają umiejętne kierowanie zachowaniem osoby poddawanej leczeniu.
W psychoanalizie, na przykład, terapeuta skłania pacjenta do zrobienia czegoś, co może on zrobić z własnej woli -pojawić się o umówionym czasie, uiścić określoną opłatę i położyć się na kozetce. Potem, chcąc wywołać zachowanie "mimowolne", prosi pacjenta, by wypowiedział słowa, które przy- chodzą mu do głowy lub by miał sny, które można będzie zanalizować. Psychoanalityk nie chce, by pacjent reagował automatycznie na wszystko, co mu się mówi, ale by uczestniczył, odpowiadając w sposób autonomiczny i niezależny. Nacisk położony jest tu na spontaniczność, a dyrektywny aspekt metody jest zminimalizowany i ukryty w formalnych ramach terapii.
Podobne kroki podejmowane są w terapii behawioralnej. Pacjent proszony jest o coś, co może zrobić z własnej woli, na przykład o wyliczenie na piśmie sytuacji, które wzbudzają jego niepokój i ułożenie ich w porządku hierarchicznym oraz o zajęcie określonej pozycji. Potem terapeuta sugeruje mu, by się "odprężył" i "nie niepokoił", co nie może być zrobione wysiłkiem woli, musi się po prostu stać. Terapeuta prosi też pacjenta, by uczestniczył w określonych sytuacjach i poczuł się w nich pewniej. Nie chce, by pacjent był tylko wykonawcą poleceń, oczekuje, że zmieni się on spontanicznie, nie będzie się już obawiał pewnych sytuacji i bez wysiłku nabierze pewności siebie.
W metodach pozytywnego i negatywnego wzmocnienia, stosowanych w terapii opartej na warunkowaniu, także odnajdziemy powyższe etapy. Zakłada się, że dostarczenie pacjentowi odpowiedniego wzmocnienia w sytuacji terapeutycznej -czyli w istocie kierowanie jego zachowaniem- sprawi, że pacjent przeniesie nowy sposób postępowania na inne sytuacje. Terapeuta dąży do tego, by pacjent, który początkowo reaguje automatycznie, zaczął z czasem reagować niezależnie i we właściwy sposób. Psychologowie stosujący terapię tego rodzaju podkreślają jej aspekt dyrektywny, a mniej wspominają o spontanicznej zmianie, której oczekują. Czasem ukrywają ją pod sformułowaniem "uczenie się".
Istnieje też dalsze podobieństwo pomiędzy hipnozą a terapią. Obie bazują zazwyczaj na dobrowolnych relacjach; działanie podejmowane jest nie wobec kogoś, kto sobie tego nie życzy, ale wobec osoby, która poszukuje tego typu relacji. Jednak zarówno podmiot jak i pacjent będą często opierać się otrzymywanym sugestiom, nawet jeśli w danej sytuacji znaleźli się z własnej woli. Dlatego kluczowym aspektem tak terapii, jak hipnozy, jest konieczność motywowania drugiej osoby do pełnej współpracy oraz radzenia sobie z pojawiającym się oporem.
Chociaż relacja jest dobrowolna, w początkowej fazie zarówno hipnoza, jak terapia, wymaga zachęcania i przekonywania. I pacjent, i podmiot musi być motywowany do współpracy, zazwyczaj poprzez podkreślanie płynących ze współpracy korzyści i strat, które są konsekwencją zaniechania kontaktu z terapeutą. Jednak nawet przekonany, pacjent może wciąż wykazywać opór wobec tego, co oferuje mu terapeuta czy hipnoterapeuta. W hipnozie obserwujemy dwa typy oporu: gdy współpraca jest niewystarczająca i gdy jest nadmierna.
Jeśli podmiot nie reaguje zupełnie w taki sposób, jak powinien hipnoterapeuta korzysta z rutynowych sposobów rozwiązania problemu. Milton Erickson bardziej niż inni hipnoterapeuci koncentruje się na rozwijaniu technik przekonywania opornego podmiotu do podejmowania prób osiągnięcia celu. Analizowaniem zjawiska oporu w hipnozie, Doktor wzbogacał swe metody rozwiązywania ludzkich problemów poprzez terapię. Na- wet jeśli formalnie nie stosuje on hipnozy, jego podejście do ludzi, którzy mają problemy, jest zasadniczo takie samo, jak podejście do oporu w hipnozie. Jeśli dostrzeże się to podobieństwo, zrozumiałymi staje się natychmiast wiele jego technik
| |
|