19th styczeń 2008

Pachnidło- Tom Tykwer.

Pachnidło

Aby odtworzyć film pobierz QuickTimePlayer

Tom Tykwer

Tom Tykwer- urodził się w 1965 roku w Wuppertalu. W wieku 14 lat zaczął pracować w kinie , aby móc nocami bez ograniczeń oglądać ulubione filmy. W 1984 roku przenosi się do Berlina (Kreuzberg), gdzie prawie przez 10 lat prowadzi jedno z najbardziej znanych kin studyjnych: Moviemento. W 1984 roku zakłada agencję produkcji i dystrybucji filmowej X-Filme Creative Pool. Tom Tykwer to samouk i jeden z najbardziej innowacyjnych niemieckich reżyserów.
W 1991 roku powstaje krótkometrażowy debiut filmowy -”Because” pokazany na festiwalu w Hof. W dwa lata później kreci pierwszy film pełnometrażowy, bardzo dobrze przyjęty przez krytyków: “Die tödliche Maria” (”Deadly Maria”). W 1996 roku wspólnie z Wolfgangiem Beckerem pisze scenariusz filmu “Das Leben ist eine Baustelle” (”Life is all you get”), a rok później do kin wchodzi drugi film Tykwera - “Winterschläfer” (”Winter Sleepers”).
Kolejny rok przynosi kolejny film: “Lola rennt” (Biegnij Lola, biegnij), który staje się ogromnym sukcesem zarówno artystycznym (osiem nagród i wyróżnień przyznanych podczas rozdania Niemieckiej Nagrody Filmowej) jak i komercyjnym. Następnym filmem jest “Der Krieger und die Kaiserin” (Kasiężniczka i wojownik; 2000r.), a po nim powstaje nakręcony na podstawie scenariusza Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Piesiewicza film “Heaven” (Niebo).
T.Tykwer stworzył portrety swoich ulubionych reżyserów: Akiego Kaurismäki, Wima Wendersa, Petera Geenawaya i Larsa von Triera.

Pachnidło

Akcja filmu Pachnidło toczy się w XVIII-wiecznej Francji. Film przedstawia losy Jana Baptysty Grenouille’a -seryjnego mordercy- który obdarzony idealnym zmysłem węchu komponuje upajające zapachy perfum. W celu osiągnięcia tego jedynego, idealnego zapachu gotów jest posunąć się bardzo daleko. Wkrótce z ulic Paryża zaczynają znikać młode dziewice…

W tym stylu, jak powyżej mógłbym napisać recenzję tego filmu. Mógłbym wspomnieć również o tym, że reżyser Tom Tykwer nie uprościł sobie zadania i stworzył film bardzo dobry. Że wykazał się wyjątkowym kunsztem. Zadbał o wszystkie szczegóły. Mógłbym też napisać o wyjątkowo dobrze opracowanej scenografii. Misternie przygotowywanych strojach, które z odpowiednim makijażem dały oszołamiający efekt. O roli kobiet, które tu, w “Pachnidle” mają nad wyraz istotne znacznie. O perfekcyjnych rolach męskich jakie stworzyli przede wszystkim Dustin Hoffman i Ben Whishaw….

Film Pachnidło, podobnie jak Apocalypto Mela Gibsona, zawiera jednak przekaz na tyle ważny, na tyle istotny, że środki wyrazu schodzą na dalszy plan. Czy zauważyłeś, że ludzie po seansie nie wstają z krzeseł- zachowują się tak, jak dotknięci najbardziej tajemniczym z misteriów?

Tak, wiem- to dzięki tym środkom wyrazu można odczytać przekaz. Można? Ja odnoszę wrażenie, że po wyjściu z kina wszyscy chcą zapomnieć jak najszybciej o tym, co miało miejsce w ich duszy.

Kluczem do odczytania jednego z przekazów jest zacytowania przez Mistrza Baldiniego stara, egipska formuła idealnego zapachu. Według tej legendarnej formuły cztery pierwsze jej nuty stanowią zapach głowy- to pierwsze wrażenie. Kolejne cztery nuty stanowią zapach serca- to wrażenie, które pozostaje na dłużej. Cztery następne nuty to zapach bazowy- to wrażenie ponadczasowe, które się nie ulatnia.
Trzynasty składnik idealnego zapachu nigdy nie został odszyfrowany. Czy tak jak Jean Baptiste Grenouille chcesz zapytać: dlaczego?

Film ma wymowę ponadczasową, można odczytać go na wiele sposobów- ja zaproponuję dziś jeden z nich.

Zapach, pachnidło- to metafora człowieka- jego cielesności, jego świadomości i nieświadomych uwarunkowań. Wszystko, co w filmie odnosi się do zapachu odnosi się do istoty ludzkiej.

Trzynaście nut zapachu stanowi całego człowieka. Dwanaście zostało poznanych, trzynastą zasłania tajemnica.

Cztery pierwsze nuty odnoszą się do cech ludzkiego umysłu, kolejne do uczuć i emocji, następne do cech wrodzonych- których nikt z nas w ciągu życia nie ma mocy zmienić.

Jean Baptiste Grenouille jest nikim. On nie ma swojego zapachu. Postanawia to zmienić i stworzyć zapach idealny. Postanawia stworzyć zapach pełny- zapach składający się z trzynastu nut. Zapach, który mocą swej pełności odurzy wszystkich ludzi, rzuci ich na kolana. Zapach, pod którego wpływem ujrzą w nim Anioła.

I osiąga to.

Ludzie zostają odurzeni. Zostaje odurzony nawet najdłużej kierujący się logiką ojciec zamordowanej dziewczyny.
Co takiego jest trzynastą nutą doskonałego zapachu, co jest trzynastą cechą ludzkiego charakteru, która jest dla ludzi zasłonięta tajemnicą? Co jest tym, czego ludzie nie znają i nie potrafią określić?

Trzynastą nutą jest miłość. Potrzeba dotyku, przytulenia, zrozumienia. Potrzeba odsłonięcia wszystkiego, bo czas braku tolerancji minął.

Trzynastą nutą jest miłość- miłość prawdziwa, której ludzie nie znają.

Ideał miłości reżyser ukazuje pod pojęciami nam najbardziej znanymi. Tłum łączy się w powszechnym uścisku. Biskup przytula prostytutkę, kata przytula dziewica. Konia z rzędem temu, kto w scenie doszuka się sexu- choć wszyscy się go tam spodziewają, a niektórzy nawet widzą.

Miłość udawana to miłość, która ludziom kojarzy się z prokreacją, żądzą posiadania rzeczy, z żądzą posiadania innych ludzi na swoją własność, żądzą posiadania jedynie słusznych, namaszczonych przez kapłana poglądów.

Te wszystkie żądze pozbawione są prawdziwej, bo czystej, miłości. Ludzie pozbawieni są miłości. Z jednej strony tak bardzo jej pragną, a z drugiej strony tak bardzo się jej boją, że kiedy zdarzy im się ją okazać, doświadczyć- to starają się jak najszybciej o tym zapomnieć. Starają się jak najszybciej wymazać to z pamięci? Dlaczego?

No właśnie: dlaczego?

Grzegorz Halkiew

P.S.
Zapach jest zmysłem najbardziej atawistycznym- jedynym, którego nie potrafi zmodyfikować ludzki umysł.

Wpis z działu: Cinema Club | Dodaj wpis

19th styczeń 2008

Apocalypto- Mel Gibson.

Apocalypto - film dla Masterów rozwoju duchowego.

Apocalypto Mela Gibsona to klasyczny film akcji- dobre kino, czas leci błyskawicznie. Pomimo kilku niekonsekwencji i przewidywalności trzyma w napięciu. Dobre zdjęcia, ciekawa wizja.

Podobnie jak poprzednie jego dzieło Pasja zdobywa zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników.

Mel Gibson- aktor, producent i reżyser, niekwestionowana gwiazda filmu

Światowy sukces odniósł, gdy George Miller obsadził go w filmie Mad Max (1979). Amerykańskim debiutem aktora był obraz Rzeka (1984), w którym grał u boku Sissy Spacek. Wśród ról, którymi podbił serca kinomanów na całym świecie, znajdziemy te z kolejnych części Zabójczej broni (1987, 89, 92, 98), dowcipnego westernu Maverick, thrillera psychologicznego Teoria spisku, artystycznie wysmakowanego Hamleta w reżyserii Franco Zeffirellego, Człowieka bez twarzy i przebojowego thrillera Godzina zemsty (1999). W 1995 roku Gibson wyprodukował, wyreżyserował i zagrał główną rolę w Braveheart - Waleczne Serce. Film zdobył 5 Oscarów z dziesięciu nominacji, w tym dla najlepszego filmu i za najlepszą reżyserię oraz Złoty Glob dla najlepszego reżysera. Kolejnym milowym krokiem w jego karierze okazało się dzieło Pasja (2004) opisujące ostatnie 12 godzin z życia Jezusa z Nazaretu.

Mel Gibson wraz z Bruce`em Davey’em założył firmę producencką Icon Productions, która wyprodukowała liczne filmy z udziałem Gibsona- jego debiut reżyserski Człowiek bez twarzy (1993), Hamlet (1990), Maverick (1994), Braveheart (1995), przebojową romantyczną komedię Czego pragną kobiety (2000), dramat wojenny z Wietnamu Byliśmy żołnierzami (2002), czarną komedię Śpiewający detektyw (2003), Pasja (2004).

Apocalypto

Fabułę filmu Apocalypto można zapisać w kilku zdaniach. Główny bohater jest świadkiem zbrojnego najazdu na swoją wioskę i, wraz ze współplemieńcami, zostaje uprowadzony przez łowców niewolników. W kolumnie jeńców zmierza do stolicy Państwa Majów. Przez całą drogę myśli o ciężarnej żonie i synku, których zdążył ukryć w wyschniętej studni i do których obiecał powrócić. Najbliższą możliwą okazję wykorzystuje do ucieczki. Choć ścigany wymyka się prześladowcom, a w ostatecznej konfrontacji odnosi zwycięstwo i ratuje rodzinę.

Gibson pokazał pewne wydarzenia ukazując scenę zwykłego życia Majów i jako kontrast zestawiając ten rajski wręcz porządek z brutalnością, szaleństwem, okrucieństwem znajdujących się w fazie dekadencji i upadku Majów zamieszkujących centralny ośrodek kraju, Chichén Itzá.

Chichén Itzá siedziba władzy- króla i kapłanów pochłoniętych szałem rządzenia i utrzymywania porządku. Wykorzystują oni swoją wiedzę astrologiczną, władzę nad życiem i śmiercią swoich poddanych- składają krwawe ofiary Bogowi Kukulkanowi.

Realistyczne, mocne sceny rytualnych egzekucji momentami ciężko jest znieść. Mieszanka formy i treści Apocalypto wstrząsa, czasami wciska w fotel, powoduje że można wyjść z kina oszołomionym.

Niewinnych członków plemion dżungli spotyka okrutna i niezasłużona śmierć. Ich spokojne i pełne miłości do współplemieńców życie zostaje brutalnie zakończone przez najeźdźców z miasta kamienia. Zestawienia obrazów uruchamiają w widzu myśli na temat jak człowiek może zagubić się w rozwoju własnych dziejów. Z ust filmowych kapłanów padają pełne hipokryzji słowa o żądzy władzy, despotyzmie, fanatycznej wierze, pędzie do pieniędzy i posiadania ponad miarę. Padają słowa o ludziach, którzy chcą więcej niż świat może im dać.

Strach jest zaraźliwy

Wiele osób pyta, co mają ćwiczyć po moich warsztatach, w jaki sposób się rozwijać. Film Apocalypto jest dobrym ćwiczeniem- zarówno na koncentrację jak i na trzymanie emocji na wodzy. Zawiera on uniwersalne przesłanie dla tych osób, które chcą je odnaleźć. I o tym chcę dziś napisać.

Bohater filmu Łapa Jaguara podczas polowania napotyka ludzi z innego plemienia- ludzi zarażonych strachem. Każdy z nas wie, co to strach. Doświadczamy tego nie raz w swoim życiu. Strach o pracę, strach o drugą osobę, strach o zdrowie, strach o życie. Gdy strach trwa długo to jego choroba staje się widoczna dla wszystkich- nazywamy to depresją. Strach odbiera siłę życia, odbiera wiarę w możliwości, strach odbiera miłość. Strach jest zaraźliwy.

Strach bohatera dostrzega jego ojciec, myśliwy i wojownik. Od tej pory, poprzez filmowe wydarzenia udziela on swojemu synowi lekcji, a także tobie, jak zwalczyć strach, jak stać się wolnym.

Łapa Jaguara rytualnymi słowami o potędze przodków zostaje namaszczony przez swojego ojca i w konsekwencji zdobywa niezwykłą dla innych wiarę i siłę. Kierowany wewnętrzną mocą pokonuje siły zła w zapierającej dech ucieczce przed pogonią zabójców.

I ty wnikliwie ogladając film wraz z Łapą Jaguara możesz przejść inicjację.

Możesz pomimo krwawych emocji odnaleźć w sobie spokój wewnętrzny. Możesz odnależć w sobie pewność, że wszystko co się wydarza jest nieuniknione, a emocje zabierają tylko siły i odwracają od celu.

Jeśli podczas oglądania filmu utrzymasz pełną koncentrację na treści zdarzeń filmowych i jednocześnie na niwelowaniu negatywnych emocji wzbudzanych filmem to tak jak tytułowy bohater przejdziesz proces oczyszczenia ze strachu. Odnajdziesz wewnętrzny spokój, zrozumiesz czym jest miłość. Staniesz się wolnym.

Grzegorz Halkiew

P.S.

Warsztat Regresja poswięcony jest w dużej mierze inicjacji przodków. Wiecej o warsztacie czytaj na stronie Regresja

Wpis z działu: Cinema Club | Dodaj wpis

19th styczeń 2008

Jak wydostać się z pułapki czasu.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego coś przytrafia się tobie wielokrotnie? Może nawet słyszysz teraz swój głos wypowiadający słowa” boże, znowu to mi się przytrafiło!
Zachodzisz w głowę i nie możesz znaleźć odpowiedzi, o co chodzi, co to wydarzenie ma ciebie nauczyć?

Jesteś tylko człowiekiem. Nikt nie jest doskonały. Tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Mówi się trudno i idzie się dalej. W życiu piękne są tylko chwile. Znasz te przysłowia ilustrujące być może twoje zachowania w wirze pospolitej codzienności. Każdy z nas stara się (lub przynajmniej chce się starać) urządzić się w życiu jak najlepiej, najwygodniej i zgodnie z własną wizją szczęścia. Często jednak coś staje na przeszkodzie. Ułomność, głupota, konformizm, choroby, egoizm, zaniechanie, niewiedza, pech- lub inny zespół zjawisk, pospolicie nazywany brakiem szczęścia w życiu.

Życie zmusza ciebie do ciągłej aktywności, podejmowania wyzwań, stawiania czoła. Czasami spycha w otchłań apatii, znużenia i łamania prawa. Socjolog będzie upatrywał przyczyny tego stanu rzeczy w mechanizmach społecznych. Ksiądz powie, że Bóg tak chciał. Psycholog znajdzie traumę z dzieciństwa. Genetyk wykaże skazę u przodków. Filozof zaduma się nad istotą bytu. Bezrobotny przeklnie kapitalizm, Kaczyński Tuska, a ty kogoś innego. Kto kieruje twoim życiem? Los, ludzie, ty sam, najwyższy bóg, matka natura, przeznaczenie, geny, czy zwykły, bezlitosny przypadek.

Tym razem w Cinema Club film „Dzień świstaka”. Harold Ramis to rzadki przypadek aktora, scenarzysty, producenta i reżysera w jednej osobie. “Dzień Świstaka” był szóstym filmem, przy realizacji którego współpracował z Billem Murrayem. W 1980 roku powstała komedia “Golfiarze”, wg scenariusza Ramisa, z Murrayem w jednej z ról drugoplanowych. Rok później obaj spotkali się na planie koszarowej komedii “Szarże”, reżyserowanej przez Ramisa. W 1984 triumfowali jako “Pogromcy duchów”, wg scenariusza Harolda Ramisa i Dana Aykroyda (Ramis grał pogromcę Egona Spenglera). Po koniec lat 80-tych ponownie spotkali się przy “Golfiarzach 2″ (1988) i “Ghostbusters II” (1989) - w obu przypadkach Ramis był współautorem scenariusza. Przy “Dniu Świstaka” Harold Ramis nie tylko był współscenarzystą, współproducentem i reżyserem, lecz także zagrał epizod lekarza neurologa, który każe Connorsowi udać się do psychiatry. Trzy lata później Ramis ponownie zaangażował Andie MacDowell do swej fantastycznej komedii o klonowaniu “Multiplicity”.

Phil Connors (Bill Murray), telewizyjny prezenter pogody z Pittsbugha po raz czwarty z rzędu pojechał do miasteczka Punxsutawney, by zrelacjonować doroczne święto Dnia Świstaka, przypadające 2 lutego. Do tego dnia nie obchodziło go nic i nikt, poza hołubieniem egocentrycznego przeświadczenia o własnej doskonałości (skąd my to znamy, Praktycy NLP?). A przecież w dniu wyjazdu poznał wspaniałą kobietę, śliczną producentkę Ritę (Andie MacDowell) na widok której jego skostniałe resztki serca zabiły mocniej. Lecz zimna autokreacja Phila wzięła górę. Po szybkim nagraniu materiału do telewizyjnego newsa z obchodów Dnia Świstaka, Phil, Rita i operator Larry, pod dyktando gardzącego prowincją Phila, spakowali rzeczy. W drodze powrotnej do Pittsburgha coś dało Philowi pierwsze ostrzeżenie, ekipa zawróciła do Punxsutawney. A nazajutrz Phil budzi się o szóstej rano… 2 lutego w Dzień Świstaka, który przecież ……był już wczoraj.

Od tej pory świadomość powtórzonego dnia jest tylko udziałem Phila, który z przerażeniem obserwuje ten sam przebieg wypadków, co wczoraj. Nikt, włącznie z Ritą, nie daje wiary jego opowieściom o niespodziewanie realnym i ciągle powtarzającym się deja vu. Początkowo zdruzgotany Phil, odnajduje dziką radość z własnej bezkarności w zapętlonym czasie. Lecz po kilku tych samych Dniach Świstaka w Punxsutawney, cyniczny zapowiadacz pogody robi wszystko, żeby tylko nie budzić się codziennie przy dźwiękach tej samej radiowej piosenki “I got you babe” Sonny’ego i Cher. Lecz nawet kilkunastokrotne samobójstwa, bezlitośnie kończą się przebudzeniem 2 lutego. Ostatnią deską ratunku dla uwięzionego w pułapce czasu Phila Connorsa, wydaje się być jego rosnące uczucie do Rity, którą w tych niezwykłych okolicznościach ma okazję poznać bliżej…

Ileż to razy po popełnieniu głupstwa, wydaniu błędnej decyzji i podjęciu niewłaściwego wyboru, chciałeś cofnąć czas i naprawić błąd. Mówisz sobie wtedy, ze drugi raz już nie dasz się zwieść pozorom, będziesz przezorniejszy, bardziej ostrożny, bardziej poukładany, mądrzejszy o zdobyte doświadczenia. A jednak potem niepomny tych doświadczeń, znowu dajesz się oszukać losowi jak dziecko.
Być może mówisz: serce nie sługa; krew nie woda. Zrzucasz winę na wszystko wokół siebie zamiast dokonać zmian tam, skąd bierze źródło twoja własna słabość.

Człowiek jest tak skonstruowany, że dopiero naprawdę bolesne uświadomienie sobie porażki zmusza go do zrewidowania ciągu przyczynowego, który do niej doprowadził. Zupełnie jak Phil Connors. W tej postaci, zrodzonej w wyobraźni scenarzysty Danny’ego Rubina, każdy z nas może przejrzeć się jak w lustrze. Nie trzeba być wcale tak nadętym, cynicznym, egocentrycznym bufonem pogardzającym ludźmi: niech się do mnie dopasują, albo stracą cennego kolegę.

Tak jak Phil Connors otrzymujesz kłopotliwe dary powtarzających się wydarzeń, które maja zwrócić twoją uwagę na rzecz najważniejszą. Od kogo te dary? W filmie nie ma ani słowa o Bogu, czy zakłóceniach kontinuum czasoprzestrzennego. Przeznaczenie? Karma? Co wydało na Phila wyrok (być może i na ciebie) Wyraźnym przekazem jest informacja, że masz tylko jedną drogę na wyplenienie z siebie całego zła, a nagrodą będzie miłość. Lecz zanim ją wyznasz, musisz zbudować siebie od nowa. W Dzień Świstaka będziesz otoczony ludźmi, którymi gardzisz i jednocześnie których nie jesteś godzien. Zostaniesz skonfrontowany z człowiekiem, z którym nigdy nie chciałbyś się zetknąć - z samym sobą.

Wiem, łatwo popaść w tanie moralizatorstwo i pretensjonalność. “Dzień Świstaka” oparty jest na prostym w swym geniuszu założeniu. Mentalną ewolucję Connorsa przedstawiono na ciągle powtarzających się tych samych sytuacjach, które nie potrzebują ani słowa komentarza. Jest w nich całe spektrum ludzkich zachowań, od niedowierzania i chorej euforii, poprzez znużenie, nihilizm i rezygnację, aż do odnajdywania kolejnych szczebli ewolucji charakteru postaci.

Pułapka, w której utknął Phil Connors, wydaje się być rajem na ziemi. O wiele bardziej drastyczną wersją Dnia Świstaka jest przecież pierwszy epizod z kinowej wersji “Strefy mroku” (1983), gdzie biały, rasistowski bohater, zostaje przeniesiony kolejno do faszystowskich Niemiec (gdzie wzięto go za Żyda), czasów Ku-Klux-Klanu (gdzie był Murzynem skazanym na śmierć za kolor skóry), czy wojny wietnamskiej (gdzie strzelano do niego, bo wojska amerykańskie widziały w nim “żółtka”). Przypadek Phila Connorsa wymagał od niego “tylko” rewizji własnej podłości, wśród kultywujących radość życia mieszkańców Punxsutawney. Zmiana charakteru Phila została szczególnie mocno zaakcentowana przy scenach z bezdomnym staruszkiem, umierającym na jego oczach.

Całe życie ludzkie w jednym filmie. W postaci prezentera pogody każdy z nas może rozpoznać cząstkę samego siebie. Odkryć w swoim życiorysie te same sytuacje, które zmuszają do ujrzenia własnych ułomności. Gdyby tylko można było dostać tę samą szansę przeżycia pewnego etapu życia po raz kolejny…

Nie musisz mi wierzyć, ale masz ją.

Uwierz mi.

To nie świat jest winien. Świat zaludniony ludźmi lepszymi od ciebie jest być może jedyną szansą na osobiste oczyszczenie, na swiadomość. Nie uda się - nie ma problemu. Rano znów usłyszysz w radio piosenkę, której tytuł Ci przypomni że cię mam, kochany… (”I got you babe”).

Wpis z działu: Cinema Club | Dodaj wpis

19th styczeń 2008

Wstep do warsztatów tantry.

Tantra czyli praca z energią

Poprzez Tantryczne spojrzenie na nasze zwykłe, codzienne otoczenie zostaje ono przekształcone w coś, co na wschodzie nazywa się mandalą - a co dla nas ze względów kulturowych lepiej byłoby określić słowem uważność, obecność.

Budda, który początkowo był zwykłym mnichem przekształcił się w bóstwo Guhjasamadża i udzielił inicjacji królowi, królowej i zgromadzonym wokół ludziom. Dzięki tej inicjacji z kolei oni wszyscy przekształcili się w bóstwa i nie posługiwali się tak jak przedtem nieczystym karmicznym widzeniem, ale używali czystego widzenia, postrzegając siebie jako bogów i boginie, a swoje otoczenie jako mandalę. Ludzie ci zaczęli patrzyć na świat uważnie widząc dokładnie to, co się wokół nich działo - porzucili swoje stare patrzenie na świat poprzez własne o nim wyobrażenia. Przestali być Maszynami, stali się Przebudzonymi.

Pracując z Tantrą pracujemy w dużej mierze z wizualizacją. Już na początku zauważysz, że nie posiadasz zbyt wielu umiejętności - możesz mieć wiele trudności z wizualizowaniem i to jest naturalne. Zwykle dzieciom dużo łatwiej jest wizualizować - mają one to, co w psychologii nazywa się wyobraźnią, pamięcią ejdetyczną - to znaczy zdolnością przestrzennej, plastycznej wyobraźni. Pamiętam jak w dzieciństwie bawiłem się wielokrotnie kamykami, gdzie każdy z nich był innym żołnierzem mojej wyimaginowanej armii. I ty też na pewno masz takie wspomnienia, prawda? Ludziom dorosłym z powodu wychowania i wykształcenia trudniej jest posługiwać się taką wyobraźnią. Poznając Tantrę będziesz pracować głównie z energią, która sama w sobie nie ma formy. Poprzez wizualizację nadasz energii formę i wpłyniesz na lepszy sposób działania tej energii.

Rozwijając zdolności wizualizacji rozwijasz również uważność - umiejętność kontrolowania energii. Robiąc to osiągasz czyste widzenie. Tybetańska nazwa to kye rim: pierwsza faza praktyki tantrycznej, czyli wizualizacja. Druga faza nosi nazwę dzog rim.

Zanim będziesz pracować z energią znajdującą się w twoim ciele to najpierw jednak musisz opanować wizualizację, tak by móc widzieć się samemu w czystej formie, aby już nie rzutować swoich wyobrażeń na otoczenie. Praktyka zaczyna się od inicjacji, która stanowi bramę do Tantry. Taka inicjacja upoważnia do wykonywania pewnych praktyk odbywających się na trzech poziomach: ciała, mowy i umysłu.

Najpierw otrzymuje się inicjację ciała i wizualizuje siebie w czystej formie jako bóstwo. W ten sposób przemienia się siebie w czyste naczynie tak, aby mogło je wypełnić błogosławieństwo Guru (jeśli jesteś buddystą), lub oświecenie duchem (jeśli już wiesz, ze tylko ty sam jesteś własnym przewodnikiem). Następnie dostaje się inicjację mowy, która upoważnia do odmawiania mantry. Mantra to dźwięk i jak każdy dźwięk jest formą energii. Dźwięk związany jest z przekształceniem. Pomaga on umysłowi skupić się na celu. Forma każdego bóstwa posiada swoją własną mantrę. Przekształcając się w daną formę wschodniego bóstwa dobrze jest używać jego mantry. Podobnie możesz przekształcić się w czyste zachodnie bóstwo, identyfikując się np. Z Chrystusem. Mantra (na wschodzie), modlitwa (na zachodzie) sprawia, że przekształcanie jest łatwiejsze - bardziej plastyczne, dostrzegalne - następuje wręcz rzeczywiste utożsamienie.

Trzecia inicjacja to inicjacja umysłu, która upoważnia do wejścia w stan kontemplacji.

Seks również jest formą energii. W Tantrze używać możesz wszystkich ludzkich stanów uczuć i umysłu odmiennie niż na ścieżce na przykład mnicha, który wiele aspektów ludzkiego losu odrzuca stając się poprzez to wewnętrznie uboższy.

Jak to wygląda w praktyce - jeśli na przykład na twojej drodze stanie pokusa (a na czyjej drodze nie staje, prawda?) wtedy praktykujący według terminologii wschodniej hinajanę, w sanskrycie mniejszy pojazd, czyli ścieżkę mnicha polegającą na wyrzeczeniach, omija ją nawet na nią nie patrząc. Praktykujący mahajanę -większy pojazd - medytuje głównie nad śunją, czyli Pustką, która jest antidotum na trucizny obezwładniających namiętności (techniki niezwykle podobne do technik NLP).

Co to tobie da?

Przede wszystkim staniesz się wolnym emocjonalnie człowiekiem. Sam będziesz decydować o tym, czy chcesz doświadczyć smaku danej pokusy - aby wzbogacić własne doświadczenie. Lub też zdecydujesz o tym, że to doświadczenie, teraz i w takiej a nie innej właśnie postaci, jest poza twoim zainteresowaniem - i taka decyzja też wzbogaci twoje doświadczenie.

Praktykując Tantrę spostrzeżesz, że cokolwiek robisz daje to tobie doświadczenie i wzbogaca ciebie - a więc każda twoja decyzja jest dobra. To jest JEDNIA Tantry. Spostrzeżesz również, że nie każda decyzja przynosi taki sam skutek, konsekwencję. Poznając Tantrę zaczniesz dostrzegać konsekwencję każdej swojej decyzji zanim ją ostatecznie podejmiesz. Staniesz się widzącym (progresja). Staniesz się uważnym i świadomym.

Wyższy stopień wtajemniczenia Tantry pozwoli tobie przekształcać energie. Na wschodzie tradycja ta to wadżrajana. Praktykujący wie jak przekształcić truciznę emocji w nektar uczuć. Na zachodzie można taką praktykę nazwać alchemią - czyli tak, jak nazywano ją już w średniowieczu. Alchemicy przekształcali ołów (ciężkie, doczesne emocje) w złoto (czyste uczucia).

Tantra to życie, nieustanne przekształcanie tego, co zewnętrzne jak i wewnętrzne (a zewnętrzne i wewnętrzne stanowi nierozerwalnie JEDNIĘ). W Tantrze bierze się energie emocji i przekształca ją w uczucia oświecenia, w wiedzę (tyb. Jeszie).

W tradycji buddyjskiej zajmują się taką ścieżką głównie tantryczni jogini. Z Indii tradycja ta dotarła do Tybetu, gdzie takich joginów nazywa się ngakpa ( ngakpa to ktoś, kto posługuje się mantrą).

W Tantrze wykonuje się wiele praktyk ćwiczebnych pozwalających na transformowanie energii. Niektóre z nich dotyczą sfery seksualnej (stąd podział na Tantrę prawej i lewej ręki). Tantra bowiem bynajmniej nie oznacza drogi seksu - takie myślenie jest powierzchowne i pozbawione racji bytu, ponieważ wiele ścieżek tantrycznych nie dotyczy w ogóle seksu. Na Zachodzie pojawiło się wielu hinduskich ale mało tantrycznych nauczycieli Tantry i ludzie zaczęli myśleć, że Tantra to tylko seks. W buddyzmie Tantra oznacza przede wszystkim pracę z energiami, a energia seksualna jest jedną z wielu form energii.

Istnieją też teksty zwane tantrami. Budda udzielił wielu rodzajów nauk, które zawierają się w sutrach i tantrach. Stąd mówi się o systemie sutr i systemie tantr. Sutry obejmują hinajanę i mahajanę. Według lamów tybetańskich wszystkie one są naukami Buddy. Niektóre z nich zostały udzielone przez Buddę Śakjamuniego, inne zaś zostały przekazane w innych światach i innych wymiarach egzystencji, niektóre poza czasem. Takie nauki otrzymywali i nadal otrzymują tantryczni mistrzowie - na wschodzie nazywani mahasiddhowie, a na zachodzie - no właśnie, wiesz jak?

Słowo Tantra ma stare pochodzenie. Niektórzy mówią o sanskrycie, ale ono jest o wiele starsze i pochodzi z czasów, kiedy jeszcze nie stosowano pisowni, ponieważ wszyscy byli wówczas widzącymi. Słowo to dawniej oznaczało coś, co dla na nas nie jest już zrozumiałe, więc dziś oznacza tylko jedność, prawdę, życie. Dawni praktykujący Tantrę używając tej wiedzy mogli siłą woli przenosić nawet bardzo ciężkie przedmioty na duże odległości. Jak mówią Mistrzowie Duchowi, wiedzę tę pozyskamy ponownie - choć w oddalonej od nas przyszłości.

Czy to, co napisałem powyżej jest bajką. Jest to pytanie, na które sam powinieneś sobie odpowiedzieć. Twój świat jest bowiem taki, jakie masz o nim wyobrażenia.

Wpis z działu: Tantra | Dodaj wpis

19th styczeń 2008

Tantra lewej ręki- Miłość życia.

Uczyń ze swojego życia priorytet

Mam znajomą, która czasem odnosi wrażenie, że rozmija się ze swoim życiem, partnerem, powołaniem lub też z największą miłością własnej duszy. Czasami czuje, że życie osiągnęło kolejny punkt krytyczny, stan w którym nie sposób dalej żyć, ale jednocześnie nie może dostrzec żadnej drogi wyjścia. Czuje się zagubiona, może nawet przegrana, zraniona. Wypełnia ją jakaś trudna do uchwycenia tęsknota, pragnienie i nie dające się niczym ukoić poczucie niespełnienia, żalu, nicości… wielu ludzi przezywa takie stany emocjonalne- czy i ty jesteś jedną z nich? Czy możesz tak żyć aby czuć, że to ty jesteś tym jedynym autorem swojego życia? Możesz obudzić w sobie moc inicjowania przemian oraz uleczyć te aspekty minionej przeszłości, aspekty od których chcesz uwolnić swoją oczekiwaną przyszłość?

Czy wiesz, że stany niespełnienia, braku miłości, niedostrzeganie swojej seksualności, poczucie krzywdy i beznadziejności przeradzają się często w długotrwałą depresję z której potem trudno wyjść, a ci którzy mają szczęście mieć siłę aby chodzić do pracy, odwiedzać znajomych, są trwale psychicznie okaleczeni do końca życia? Czy wiesz, że oni pozostają samotni i pozbawieni odrobiny szczęścia aż do śmierci, która wydaje im się jedyną sensowną ucieczką przed cierpieniem?

Możliwe, że nawet już nie wiesz, że twoje życie może całkowicie odmiennie wyglądać, że możesz odzyskać pewność siebie i wiarę w swoją szczęśliwą gwiazdę- wiarę, jaką być może jeszcze pamiętasz z okresu dzieciństwa. Wiarę, że wszystko będzie dobrze. Wiarę, że wszystko jest pod opieką kogoś, kto bardzo ciebie kocha.

Żyjemy w czasach ogromnej swobody seksualnej, ale jednocześnie i w czasach dużej nieznajomości tego tematu.

Seksualizm stał się powszechnie i w różnych celach wykorzystywanym do ekscytowania, biznesu, marketingu, zwykłej próżności jak i miłości. Dziś nawet kawały polityczne zawierają w sobie nutę erotyzmu. Jednocześnie niesie on w sobie często potężny ładunek wstydu, zagubienia, niepewności. Jest to zupełnie zrozumiałe, skoro w większości kościołów, synagog, meczetów i innych świątyń uczymy się spojrzenia na seks poprzez ograniczający pryzmat strachu, grzechu i taniego moralizatorstwa.

Większość ludzi wynosi ze swojego środowiska poczucie, że ich potrzeby i pragnienia seksualne są czymś co najmniej niepokojącym i do tego głęboko wstydliwym.

W dzisiejszym świecie większość utraciła znaczną część seksualnej mądrości przodków, a przecież ludzie tak bardzo jej potrzebują w obecnym pomieszaniu rozumienia słów, pojęć.

Już wielowiekowa mądrość ludzi wschodu, której korzenie sięgają trzech tysięcy lat, zawiera w sobie głęboką wiedzę o doznawaniu pełni rozkoszy i uzdrawiającej mocy miłości. Dlaczego więc tak wielu do dziś o tym nie wie?

Zgodnie ze starymi przekazami energia seksualna może być wykorzystywana we wszystkich aspektach szczęśliwego życia. Może służyć zdrowiu fizycznemu partnerów, pogłębiać ich wzajemną więź, a nawet pobudzać duchowy rozwój.

We współczesnym świecie wiele osób żyje w ogromnym rozdarciu, tak jakby oddzielili własne narządy płciowe od reszty ciała, a ciało od duszy.

Można ponownie połączyć te elementy w jedną całość. Wskutek tego zabiegu można osiągnąć nie tylko zdrowie, wzajemną silną i krzepiącą więź, ale i zjednoczenie duchowe- na dodatek jest to niezależne od wieku i może trwać aż do późnej starości.

Powracając do narzekania na dzisiejszy świat można też powiedzieć, że nawet ludzie o zdrowym podejściu do seksu maja trudności w bezpośrednim przekazywaniu partnerom tego, czego by sobie życzyli. Nie krępujemy się powiedzieć mężowi czy żonie, w którym dokładnie miejscu mogliby zrobić nam masaż pleców, ale najdrobniejsze nawet wskazówki, co do dotyku miejsc intymnych przechodzą często przez gardło z oporem.

Wielki krok w pokonywaniu wstydu ograniczającego nasz seksualizm polega na nabraniu pewności, że ludzki seksualizm jest czymś oczywistym, danym od natury, rodziców i od boga.

W starożytnych Chinach około 500 r p.n.e. grupy mędrców badały tajniki ludzkiego zdrowia i duchowości. Rozkoszą seksualną interesowali się oni na równi z ogólna kondycja ludzkiego organizmu. Seks odnosił się dla nich jeszcze do zdrowia, a nie jak dziś do moralności.

Uzdrawiającej mocy miłości poświęcili oni wiele rozważań i badań. Oprócz ziół lekarze wywodzący się z tej tradycji zalecali pacjentom uprawianie seksu w odpowiednich pozycjach, które wspomagały leczenie określonych chorób.

Teoria miłości uzdrawiającej zrodziła się z medycyny chińskiej, która aktywne życie seksualne uważa za podstawowy warunek dobrego zdrowia i długowieczności. W badaniach z udziałem osób w starszym wieku te same dobrodziejstwa seksu jednoznacznie potwierdziła współczesna medycyna. Tak, jak zgłębiamy zasady żywienia w celu komponowania zdrowej diety, Chińczycy badali seksualizm, aby w maksymalnym stopniu połączyć przyjemne z pożytecznym. Stali się oni protoplastami dzisiejszych seksuologów. Starożytni widzieli w harmonii seksualnej zasadniczy element małżeńskiego szczęścia i było ono dla nich główną motywacją do doskonalenia zasad sztuki kochania - łóżkowe problemy mają bowiem głęboki wpływ na jakość całego związku.

Choć dla większości brzmi to zapewne nowatorsko i szokująco, zarówno kobiety jak i mężczyźni mogą przeżywać wielokrotne orgazmy obejmujące całe ciało.
Połączenie siły seksualnej, wrażliwości seksualnej - świadomości rytmu własnego podniecenia - oraz zdolności puszczania w obieg energii seksualnej to trzy zasadnicze elementy sztuki wielokrotnego szczytowania. Można się tego nauczyć, a wtedy każdy z was będzie mógł doświadczyć nieporównywalnie intensywniejszej niż kiedykolwiek przedtem rozkoszy. Zdołacie również zharmonizować wasze seksualne potrzeby i wspólnie osiągać kolejne stopnie pełnego zjednoczenia i miłosnej ekstazy. Zapomnicie o przelotnych znajomościach, ujrzycie bezsens w technikach podrywu jak pickup, pua i innych wymyślonych przez zagubionych, zakompleksionych ludzi. Docenicie miłość, uczciwość i szacunek dla przeciwnej płci. Docenicie szacunek dla każdego człowieka.

Chciałbym jeszcze dodać, że namiętność nie jest jakimś grzesznym, zwyrodniałym impulsem, kierującym ludzi do łóżka, lecz szlachetnym porywem, który trzyma przy życiu.

I jeszcze, aby życie seksualne mogło kwitnąć musisz uczynić z niego priorytet. Dzięki temu utrzymasz trwałą więź emocjonalną z partnerem, a to spowoduje, że znowu zachce ci się żyć pełną piersią jak wtedy, kiedy byłeś najbardziej zakochany.

Tak, jak inne dziedziny życia seksualizm wymaga zaangażowania i czasu. Nie musisz mi wierzyć, ale zwróci się to tobie stokrotnie, uwierz mi. Ludzie spełnieni seksualnie są nie tylko szczęśliwsi, optymistyczniej nastawieni do życia, dobrymi mężami i żonami, matkami i ojcami, ale także lepszymi, bardziej wydajnymi, o większej kreatywności i zaradności, pracownikami.

W tej chwili opracowujemy materiały warsztatów Miłość Życia. zawierać będą nie tylko tajniki szczęśliwego partnerstwa, ale i techniki poprawy oraz odzyskiwania zdrowia. Zapraszam wraz z wiosną na warsztat Miłość Życia.

Wpis z działu: Tantra | Dodaj wpis

  • Grzegorz Halkiew

  • Trener NLP certyfikowany przez STNLP w Polsce, trener hipnozy AIA w USA czytaj więcej
  • BIULETYN:

  • Chcesz otrzymywać informacje o nowościach?
  • Wpisz swój e-mail
  • dowiedz się więcej >> 
  • Partnerzy

  • .....Bussola CPIS